Autorka Kinga Bogdańska – certyfikowana terapeutka metody dr Yagera, Kinga@kingabogdanska.com
W ciepłe, letnie popołudnie, gdy Berlin pachniał hortensjami, odwiedziła mnie Karolina – 56-letnia kobieta o ogromnym sercu, kucharka życia codziennego, gospodyni domowa, mistrzyni cateringu, która od lat wkładała całą siebie w to, co robiła. Gotowała nie tylko posiłki, ale także emocje. Mimo tej pasji miała trudności, by z lekkością i odwagą wyceniać swoje usługi i otrzymywać za nie satysfakcjonujące wynagrodzenie.
Próbowała już wielu dróg: kursów, terapii, książek, rozmów, lecz coś wciąż ją zatrzymywało. W młodości zaczynała szkoły, których nigdy nie kończyła. Uczestniczyła w olimpiadach wiedzy, ale zawsze na ostatniej prostej coś się działo. Opowiadała o trudnych relacjach z ojcem („przepiękny, mądry mężczyzna”), który jej nie dostrzegał, nieustannie krytykował, stosował przemoc psychiczną i fizyczną. W dorosłym życiu powielała schemat ciągłego zabiegania o uwagę i miłość.
Zaproponowałam jej sesję metodą dr. Yagera.
„Dlaczego tak trudno mi z lekkością i odwagą wyceniać swoje usługi?” – zapytała, gdy zaczęłyśmy.
Początek podróży
Karolina była spięta, oddychała płytko, a ciało miała naprężone, jakby coś trzymało ją w żelaznym uścisku. W jej wewnętrznym obrazie natychmiast pojawił się ojciec i silne wspomnienia przemocy. Popłynęły łzy. Zapytałam, czy chce kontynuować. Skinęła głową. Była gotowa zmierzyć się ze swoimi lękami.
Poprowadziłam ją przez relaksację całego ciała, skupiając się na każdym jego fragmencie. Do tego dołączyłyśmy czteroetapowy oddech: spokojny wdech nosem do brzucha, następnie do klatki piersiowej, zatrzymanie i wydech ustami. Po sześciu cyklach oddech się uspokoił, a ciało zaczęło się rozluźniać. Jako bezpieczne miejsce pojawiła się łąka, a wewnętrzne centrum otrzymało nazwę „Prodziż Karoliny”. Nazwa ją zaskoczyła, nie wiedziała, skąd się wzięła.
Ustaliłyśmy prosty kod: „tak” symbolizowało słońce, „nie” – skórzany pasek, symbol kar, które stosował ojciec, gdy nie spełniała jego oczekiwań. Zapytałam, czy chce z tym symbolem pracować. Odpowiedź była jednoznaczna: tak.
Wewnętrzne programy – blokady, które ją zatrzymywały
Zaczęłyśmy od sprawdzenia programów odpowiedzialnych za jej problem. Pierwszy z nich był wyjątkowo silny – pojawiły się złość, chaos myśli i negatywne wspomnienia związane z ojcem. Karolina miała trudności ze skupieniem, zagadywała proces, tłumaczyła się z pojawiających się obrazów i napięć w ciele. Delikatnie skierowałam jej uwagę na oddech, by mogła powrócić do wewnętrznego spokoju. W kolejnych krokach znów pojawiły się trudne emocje.
Zachęciłam Karolinę, by wydychała napięcie. Objawy stopniowo ustąpiły, a my mogłyśmy kontynuować.
Kolejne programy i ukryte schematy znikały jak warstwy cebuli. Drętwienie, krótkie obrazy przemocy, poczucie bezsilności mijały i rozpuszczały się.
Ojciec i prawda o bliskości
Następnie pojawiły się postacie osób, które blokowały jej rozwój. Rozpoczęłyśmy od ojca. Pojawiły się łzy, pojawiły się migawki wspomnień dzieciństwa pełnego starań, by zasłużyć na jego miłość i uwagę. Ojciec ją poniżał, wyzywał, stosował przemoc fizyczną i psychiczną. W pewnym momencie nastąpiło olśnienie: przypomniała sobie sytuację, gdy ojciec, wezwany do szkoły z powodu pogorszenia jej ocen, po raz pierwszy ją przytulił i powiedział: „Dlaczego mi to zrobiłaś?”.
Wtedy wszystko stało się jasne – jej podświadomość powiązała porażkę z bliskością. Przez całe życie sabotowała siebie, by poczuć bliskość i czułość.
Zaproponowałam technikę Ho’oponopono – hawajską praktykę pojednania i wybaczenia, najpierw wobec ojca, potem wobec siebie. Z każdym powtórzeniem oddech Karoliny pogłębiał się, a emocje uspokajały. Z kolejnymi osobami pracowałyśmy podobnie – ciało Karoliny reagowało coraz spokojniej, głos stawał się pewniejszy.
Cała sesja trwała prawie 2,5 godziny.
Malinowa kąpiel i wewnętrzna siła
Na zakończenie pojawił się obraz: setki malin spadających na Karolinę, otulających ją ciepłym, pachnącym deszczem. Uśmiechnęła się szeroko. „Czuję obfitość” – powiedziała.
Zaprosiłam ją, by podziękowała sobie i swojemu „Prodziżowi”. Jeszcze chwilę została mentalnie na swojej malinowej łące. Gdy powróciła, była spokojna, obecna i uśmiechnięta.
Zaleciłam jej, by tego dnia zadbała o siebie i odpoczęła. Jako narzędzie regenerujące Karolina wybrała „malinową kąpiel” – oddech i wizualizację wspierającą w trudniejszych momentach.
Kilka dni później…
- „Spałam jak dziecko. Czuję się lżejsza.”
- „Postawiłam się szefowej. Poprosiłam o podwyżkę. Czuję siłę!”
- „Wyceniłam swój catering bez stresu.”
- „Stawiam granice partnerowi. Jest lekko i pięknie.”
Dziś Karolina odpoczywa na urlopie, kąpie się w słońcu i malinach – otoczona obfitością i spokojem.
Czasem jedna sesja wystarczy, by odmienić coś głęboko zakorzenionego. Karolina była gotowa. Zaufała sobie i pozwoliła sobie poczuć, że jest warta.
„Prodziż Karoliny” – to symbol tego, co domowe, ciepłe, pełne mocy. Tak właśnie wygląda uzdrawianie dawnych ran.
Autorka Kinga Bogdańska – certyfikowana terapeutka metody dr Yagera, Kinga@kingabogdanska.com
Tel. +48 – 692 090 022
