Autorka: Estera Mikoś, mgr fizjoterapii, terapeuta psychosomatyczny, trener oddechu
K., 68-letnia kobieta, zgłosiła się z bardzo silnym lękiem związanym z przyszłością i postępującą chorobą Alzheimera. Najbardziej przerażała ją nie sama diagnoza, ale wizja utraty siebie oraz powtórzenia historii swojej mamy, która również chorowała. Powtarzała: „Wiem, jak skończy się moje życie i nie chcę tego”. Towarzyszył jej obraz smutnych rodziców wiszący na ścianie rodzinnego domu – symbol cierpienia, zagubienia i emocjonalnego wycofania, którego bardzo się obawiała.
Na początku naszego spotkania K. określała poziom siły życiowej na raczej niskim poziomie 4/10, natomiast poziom lęku na najwyższym poziomie 10/10.
W pracy wykorzystałam zmodyfikowaną metaforyczną wersję terapii dr. Yager’a.
Już podczas pierwszej sesji pojawił się obraz rodzinnego domu z dzieciństwa, który stał się symbolicznym „bezpiecznym miejscem”. Dom był zaniedbany – pełen kurzu, pajęczyn i suchych kwiatów stojących na parapecie. Rozpoczęłyśmy proces porządkowania tej przestrzeni: otwierania okien, wpuszczania światła i świeżego powietrza oraz usuwania tego, co stare i niepotrzebne. Suche kwiaty zostały podlane, a woda stała się symbolem życia, odżywienia i odzyskiwania kontaktu z własnymi zasobami.
W trakcie procesu towarzyszyła nam postać Wróżki – symbolicznej pomocniczki, która wspierała K. w oczyszczaniu domu. Pomagała usuwać pajęczyny, porządkować zaniedbane miejsca i przywracać przestrzeni ciepło oraz poczucie życia. Jej obecność dawała K. poczucie bezpieczeństwa, lekkości i doświadczenie, że nie musi pozostawać sama wobec lęku i choroby.
W domu znajdowało się łóżko, na którym K. – siadała zawsze wtedy, gdy „nie miała już siły”. Naprzeciwko znajdowała się ściana, na której pojawiały się odpowiedzi „tak/nie” na zadawane przeze mnie pytania dotyczące źródła jej lęku i wyczerpania – związane z doświadczeniami życiowymi, ukrytymi przekonaniami, autosabotażem czy wpływem rodzinnych historii.
Bardzo ważnym momentem było zatrzymanie się przy zdjęciu rodziców. K. zauważyła ich smutek i spontanicznie pojawiła się potrzeba zmiany tego obrazu. Chciała zobaczyć ich spokojnych, pogodnych i uśmiechniętych. W tym miejscu pojawił się płacz i głęboki lęk przed utożsamieniem się z mamą oraz przekonanie, że choroba musi oznaczać cierpienie i emocjonalne odłączenie od życia.
W odpowiedzi na ten motyw stworzyłyśmy metaforyczny album zdjęć K. Znajdowały się w nim obrazy jej życia – uśmiechniętej, obecnej, otoczonej bliskimi. Widziała siebie z mężem, dziećmi, wnukami i kotem, podczas zwyczajnych, ciepłych chwil. Album stał się symbolicznym przypomnieniem, że jej tożsamość nie kończy się na chorobie. Jest zbudowana z relacji, doświadczeń, miłości i całej historii JEJ życia. Obrazy te wzmacniały poczucie ciągłości „ja” oraz emocjonalnego zakorzenienia.
Proces obejmował także dalsze oczyszczanie różnych miejsc domu. Na strychu K. początkowo szukała „skarbu”, jednak po chwili zauważyła, że nie potrzebuje żadnego przedmiotu – największym skarbem okazał się spokój tego miejsca. Było to ważne doświadczenie przesunięcia uwagi z lęku i poczucia braku na obecność, bezpieczeństwo i wewnętrzne ukojenie.
Pod koniec sesji wyszłyśmy metaforycznie przed dom. K. zauważyła śmieci wokół budynku, suche rośliny i zaniedbaną ścieżkę prowadzącą do wejścia. Uporządkowałyśmy tę przestrzeń i poprawiłyśmy drogę prowadzącą do domu. Symbolicznie stało się to doświadczeniem powrotu do siebie – odzyskiwania kontaktu z bezpieczeństwem i spokojem mimo choroby.
Ważnym elementem sesji była także metafora ciężkiej torby wypełnionej lękiem, trudnymi doświadczeniami i emocjonalnym ciężarem. W momencie wychodzenia z domu K. zdecydowała, że zostawia tę torbę przed wejściem. Pojawiła się intencja: „Chcę wyjść do życia z siłą i bez lęku”. Był to ważny moment odzyskiwania sprawczości oraz oddzielania własnej tożsamości od ciężaru choroby i rodzinnych doświadczeń.
Sesję zakończyło spokojne spojrzenie na dom z pewnej odległości. K. powiedziała, że czuje, iż to miejsce może stać się dla niej źródłem siły i ukojenia. Proces pozwolił na zmniejszenie napięcia emocjonalnego oraz stworzenie bezpiecznych wewnętrznych obrazów, do których może wracać w chwilach lęku i dezorientacji. Zaczęła widzieć siebie nie jako osobę „znikającą”, ale nadal obecną – zdolną do relacji, odczuwania, tworzenia i korzystania z własnych zasobów.
Poziom siły życiowej po sesji wzrósł na mocne 8/10, natomiast poziom lęku znacząco spadł z maksymalnego na 3/10.
Proces jest kontynuowany w rytmie dostosowanym do potrzeb i możliwości K. Najważniejsze staje się wspierające towarzyszenie, zachowanie kontaktu z życiem, relacją, poczuciem sensu oraz doświadczeniem: „jestem„.
— Estera Mikoś
mgr fizjoterapii, terapeuta psychosomatyczny, trener oddechu, kontakt: +48 721 213 490, www.esti.holistic.therapy
