Autorka: Joanna Iwanowska, psychotraumatolog, 

Z gabinetu wyszła już spokojna. Jeszcze godzinę temu – podczas sesji – mówiła, że na widok psa ściska się jej żołądek. Że nawet szczekanie w oddali wywołuje drżenie ciała. Że wpada w panikę, kiedy tylko czuje jakieś zagrożenie. Lęk przed psami był jak cień – zawsze obok i już od bardzo dawna.

Los natychmiast postanowił sprawdzić efekty naszej pracy.

Tuż za drzwiami gabinetu stał duży pies, w typie owczarka. Był bez smyczy i zaczął szczekać.

Pani Renata spojrzała na niego i powiedziała coś, co mnie poruszyło do głębi:
– Nie boję się ciebie.

I spokojnie poszła do samochodu.


To była sesja terapii dr Yagera, która trwała nieco ponad godzinę.
Zaczęłyśmy od rozmowy – wybrałyśmy lęk, który ciągnął się za nią najdłużej: strach przed psami. Oceniła go na 9/10. To był głęboko zakorzeniony lęk, z całą historią fizycznych reakcji: ścisk, ból, drganie, napięcie.

Poprosiłam ją o zamknięcie oczu. O odnalezienie w sobie bezpiecznego miejsca. I potem, w przeszłości, odnalazła aż 7 doświadczeń i jedną wewnętrzną blokadę, które ten lęk zasilały. Krok po kroku usunęłyśmy ich ciężar. Wspierałyśmy poczucie bezpieczeństwa.

Po zakończeniu pracy zapytałam:
– Na ile czujesz ten lęk teraz?
– Trzy. Może nawet mniej – odpowiedziała. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że dosłownie za chwilę spotka się z psem – takim, którego obawiała się najbardziej. I że lęk okaże się jeszcze mniejszy.

To nie koniec historii. Kilka dni później napisała do mnie ponownie. Była na pikniku wojskowym, gdzie też były psy.
– I wie pani co? Nadal się nie boję.

Pełen sukces. 


To, co wydarzyło się tuż po sesji, nie było przypadkiem. To było potwierdzenie, że
Metoda dr Yagera potrafi działać bardzo szybko nawet w przypadku lęków, które trwały od dziesięcioleci.

Dziękuję Pani Renacie (imię zmienione) za zgodę na podzielenie się tą historią. 

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *